Jesteś tu
Home > artykuły > Marek Bąk – kierownik i dyrektor. Wywiad

Marek Bąk – kierownik i dyrektor. Wywiad

Marek Bąk

Marek Bąk, zmarły 7 listopada 2018 r, w latach 1987-1998 był kierownikiem pierwszej drużyny Lechii Gdańsk. W kolejnych latach był dyrektorem OSP Lechii Gdańsk. To za jego czasów Biało-Zieloni rozpoczęli w sezonie 2001/02 drogę od A klasy. Prezentujemy archiwalny wywiad z Markiem Bąkiem, który ukazał się na łamach serwisu lechia.gda.pl 31 października 2001 roku. Część pytań pochodziła od kibiców i czytelników.

[Mik] Czy macie zamiar skorzystać z propozycji Lechii/Polonii na przejęcie ich miejsca w III lidze?

Marek Bąk: Istnieją dwa powody dla których jest to niemożliwe. Spółka jest obciążona długami na kwotę ok. 2 mln zł i to my przejmując drużynę musielibyśmy je spłacić. Do końca nie znamy też wszystkich zobowiązań zaciągniętych przez władze SSA, co pokazuje stopień ryzyka takiego kroku. Obecnie nie stać nas również na udźwignięcie kosztów utrzymania takiego zespołu, dlatego zabiegaliśmy o drużynę IV-ligową ale nie było woli konstruktywnych rozmów po drugiej stronie. Niech spółka nie każe nam rezygnować z A klasy, a młodzież przecież może sobie sama wychować. Jedyna szansa to prężny sponsor i pomoc miasta. Wtedy temat mógłby wrócić. To jest praktycznie miejsce wniesione do spółki przez nas. Na razie o tym jednak nie myślimy.

[Mik] Czy macie jakiekolwiek pieniądze na wzmocnienia?

Marek Bąk: Obecnie oraz w V lidze nie przewidujemy wzmocnień. Mamy szeroką kadrę o wysokich umiejętnościach jak na ten szczebel rozgrywek. Część z tych graczy to zakupy z poprzedniego roku. Przyszło do nas ok. 20 zawodników. Natomiast w IV lidze, jeżeli zajdzie taka potrzeba, wzmocnimy kadrę zawodnikiem lub kilkoma, którzy sporo mogliby wnieść do gry. Cały czas otwarte są również drzwi dla wszystkich naszych wychowanków, grających obecnie w innych wybrzeżowych klubach. Borkowski, Miłkowski, Szutowicz i dziesiątki innych to dla nas wciąż lechiści. Podkreślam jednak jeszcze raz. Głównym celem jest budowa zespołu na przyszłość i ogrywanie zdolnej młodzieży z kolejnych roczników. OSP jest jak sad owocowy. Najlepsze jabłka trzeba sprzedać, aby kupić nowe sadzonki, nawozy itd. Musimy z czegoś żyć, co zmuszać nas może w przyszłości do sprzedaży niektórych graczy.

[Michał] Czy to prawda, że zamierzacie sprzedać Paulewicza i innych najlepszych juniorów?

Marek Bąk: Założeniem jest aby nie sprzedawać najlepszych graczy, a zapewnić im dogodne warunki do rozwoju umiejętności na Traugutta. Przepisy są jednak niefortunne. Każdy zawodnik decydując się na rok karencji przestaje być naszym zawodnikiem. Mierzejewski i Nawotczyński są tego najlepszym przykładem. Nie byliśmy w stanie ich zatrzymać, a na dorównanie oferowanymi warunkami w stosunku do Wisły i Legii nas nie stać. Z rachunku ekonomicznego wynika, że lepiej czasami ustąpić zawodnikowi, nie hamować mu dalszego rozwoju kariery i oddać go do innego klubu, niż dopuszczać do samowolnego odejścia, a w zamian otrzymać symboliczny ekwiwalent za wyszkolenie. Takie są przepisy PZPN, które krzywdzą biedne i małe kluby. Podstawą naszej przyszłości jest utrzymanie za wszelką cenę piłki młodzieżowej, nawet kosztem pozbywania się zawodników, bo to ta młodzież w przyszłości będzie spełniać nasze nadzieje.

A sam Paulewicz?

Marek Bąk: Z Łukaszem mamy dżentelmeńską umowę, że do czerwca będzie grał u nas. Nie chcemy jednak łamać mu kariery, ponieważ gra w A klasie wyklucza go z kadry A. Szymanowskiego. Dlatego planujemy po sezonie wypożyczyć go do klubu I lub II ligi, aby mógł się dalej rozwijać. Takie jest życie. Takim chłopcom klub też czasem musi pomóc. I my to będziemy robić.

[Michał] Czy OSP chce w jakikolwiek sposób współpracować z kibicami? Jeżeli tak, to w jaki?

Marek Bąk: Na kibicach bardzo nam zależy. Bez nich nie byłoby prawdziwej, dużej piłki. Robimy co możemy. Spiker, wstęp wolny, naklejki, plakaty. Na więcej nas teraz nie stać. Nie ukrywam, że oczekujemy również na inicjatywy i pomysły ze strony fanów. Wszystkim nam powinno zależeć na rozwoju klubu. Deprymują nas trochę wybryki, jak w Siwiałce. To dla klubu rzucanie kłód pod nogi ale ci kibice na szczęście są w mniejszości. Dowodem na to, iż jesteśmy otwarci na współpracę jest również to, że tak jak teraz, jestem zawsze do dyspozycji aby wyjaśnić wszelkie niejasności.

[Czarny] Czy jest szansa aby przywrócić nazwę BKS Lechia?

Marek Bąk: Najbliżej do zrealizowania jest pomysł Michała Globisza, żeby BKS był skrótem od „biedny klub sportowy”. Tak na poważnie to szansa jest ale przy członie „Budowlany” musiałoby się to wiązać z realną pomocą firm budowlanych dla klubu. Nie jest to wykluczone. Idea na Bałtycki KS należy zaś do włodarzy spółki i w przeciwieństwie do nich, my nie zamierzamy nieuczciwie podbierać komuś trafnego pomysłu.

Jak to wygląda od strony prawnej?

Marek Bąk: Wystarczy dokonać odpowiedniej korekty w sądzie rejestrowym. Powtarzam jednak: na razie działamy jako OSP. Myślę że słowo „Lechia” jest tym magicznym elementem nazwy, a o kwestii skrótu „BKS” będzie jeszcze czas pomyśleć w przyszłości.

[Baggio] Czy jest szansa aby w przyszłym sezonie zagrać w IV lidze?

MB: Przepisy PZPN nie pozwalają na takie zabiegi. W grę wchodziłaby tylko fuzja z innym klubem ale to już bez skutków było przerabiane. Nie przyspieszajmy na siłę. Będziemy ze spokojem budować coraz wyższy poziom sportowy i organizacyjny. Nie chcemy też prowokować następnych konfliktów, ponieważ już w tym roku podniosła się fala oburzenia przy umieszczeniu Lechii od razu w „A” klasie.

[Gnom] Czy jest zainteresowanie magistratu w temacie OSP?

Marek Bąk: Na dzisiaj pomoc miasta jest znikoma. Więcej do kasy urzędu wpłacamy z tytułu wynajmu boisk i hali niż otrzymujemy na pensje dla szkoleniowców. Przybliżając, sumy te mają się do siebie w stosunku ok. 2:1. Poza tym z magistratu nic do nas nie wpływa. Gdańsk niestety ma pecha. Wystarczy popatrzeć co dla sportu robią Gdynia i Sopot. Powstają hale, boiska, tworzy się klimat. U nas upadają znane drużyny. Ostatni przykład to szczypiorniści Wybrzeża. Nie chcemy dużo ale proszę mi wierzyć, zarząd miasta ma spore możliwości. Większość spraw rozbija się nie o kasę, a o dobre chęci.

[Gnom] Czy możliwe są bliższe kontakty z Werderem Brema?

Marek Bąk: Kontakty te utrzymywane są od 20 lat. Sam byłem na szkoleniu u V. Lemkego, prezesa klubu. Nie ma co się jednak oszukiwać. Nie jesteśmy dla nich obecnie żadnym partnerem. W najlepszych czasach Lechii nasza drużyna nie potrafiła wygrać z rezerwami klubu z Bremy. Przepaść jest ogromna. Wystarczy porównać budżety klubów. U nich komplet na każdym meczu, a i tak wpływy z biletów stanowią tylko 11% dochodów klubu. Dla nas sam wyjazd do Niemiec byłby już nie lada wydatkiem. Krótko mówiąc dwa światy. Chociaż to nasza specjalność, to o fuzji z nimi też nie myślimy (uśmiech).

A współpraca w piłce młodzieżowej?

Marek Bąk: Jak najbardziej tak. Nasi chłopcy jeżdżą w ogóle po całej Europie. Wygrywamy turnieje rangi Gothia Cup itd. Nie ma problemu przy kontaktach na takim szczeblu. Niektóre grupy juniorskie są tego świetnym przykładem.

[Greg] Czy prawdą jest, że przed meczem GKS Katowice-Lechia (maj 2000) oferował Pan katowiczanom sprzedanie meczu?

MB: Nie oszukujmy się. Jeżeli dochodzi już do takich przypadków, to dzieje się to tylko i wyłącznie pomiędzy zainteresowanymi, tzn. zawodnikami, tymi co faktycznie występują na boisku i mają bezpośredni wpływ na przebieg i wynik meczu. Jak fizycznie miałoby to wyglądać? To ja miałbym nakłaniać zawodników na złą grę? Oni sami mogą to sobie załatwić. Bez pośredników i świadków. To tak jakby rezerwowy bramkarz sprzedał mecz siedząc na ławce. Nawiasem mówiąc to w tym spotkaniu GKS był piłkarko dużo lepszy i nie potrzebował żadnego dodatkowego wsparcia.

W której grupie V ligi zagramy. Podobno szykują się jakieś zmiany?

MB: Nic mi o tym nie wiadomo. Jednego czego bym oczekiwał to nie grać z drużynami z Gdyni. Wiązałyby się z tym duże nakłady organizacyjne dla tych klubów i pewnie dla nas. Lepiej tego uniknąć.

[Kibic] Jak zamierza Pan zmienić zdanie o sobie wśród kibiców, opinia nie jest zbyt dobra?

MB: Nie mam wpływu na te opinie. Ja robię swoje dla Lechii. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania co do klubu są wygórowane i my nie jesteśmy większości z nich spełnić z wielu różnych powodów. Może w dłuższym okresie kibice docenią moja pracę. Jestem również otwarty na spotkania. Nie takie gdzie będę stał przed kilkuset osobami żądnymi skalpu ale tak normalnie, na spokojnie. Jak wcześniej mówiłem, mój gabinet jest dla kibiców otwarty. Swoją drogą krytykować jest najłatwiej. Gdyby kibice poznali wszelkie nasze kłopoty, pewnie skorygowaliby zdanie. Dlatego żeby to zmienić, zapraszam do współpracy.

Za co Pan w OSP tak naprawdę odpowiada?

MB: Jestem odpowiedzialny za wszelkie sprawy organizacyjne. Stawiam sobie za cel stworzenie jak najlepszych warunków dla trenującej młodzieży. Formalnie patrząc to ja odpowiadam za realizację postanowień zarządu. Nie jestem nawet upoważniony do decydowania o zakupach powyżej 500 zł.

Czy jest szansa na trawiaste boisko treningowe dla Lechii?

MB: Szczerze mówiąc nie. Nie ma możliwości zamknięcia nawet jednej płyty piaskowej na czas remontu z powodu pełnego obłożenia zajęciami. Docelowo to nie ma obecnie nawet sensu, bo trawa nie wytrzyma kilkudziesięciu treningów tygodniowo. Optymalna jest nawierzchnia sztuczna ale tu znów odzywa się kwestia funduszy. Nie wspominam już o rozwiązaniach takich jak we Wronkach (10 boisk trawiastych) czy w Grodzisku, gdzie trener Kaczmarek z zawodnikami dojeżdża 7 km na plac trawiasty o wielkości 5 boisk pełnowymiarowych i wielu możliwościach jego wykorzystania. Niestety taka jest polska piłka, np. poprzedni Mistrz Polski Polonia Wa-wa tuła się po małych boiskach, żeby w ogóle mieć możliwość pogrania na trawie. Duża rola leży tu po stronie państwa i miasta ale to już nie moje kompetencje.

Jak wygląda sprawa ewentualnego remontu stadionu?

MB: Gospodarzem stadionu jest miasto, konkretnie MOSiR i to oni decydują o pracach remontowych na obiekcie. Trybuna kryta jest np. tak zdewastowana, że już możliwości remontu nawet chyba nie ma. Osobna sprawa to nasza obecna sytuacja i pytanie: dla ilu kibiców szykować docelowo stadion? Tego obecnie nie wie nikt.

Która dyscyplina jest panu bliższa hokej czy piłka?

MB: Życie i moja dzisiejsza funkcja na to odpowiedziały.

Czy podaje Pan rękę Borowczakowi i Popielarzowi?

MB: Tak. Kultura tego wymaga.

W jaki sposób udaje się w OSP utrzymać taka plejadę trenerów?

MB: Ci wszyscy fachowcy nie pracują w Lechii dla pieniędzy. Każdy ma swoje podstawowe zajęcia, a tutaj pracuje dla klubu i tradycji. Nie ma co ukrywać. Lechia żyje obecnie, ponieważ sentyment do tej nazwy przywiązał wielu ludzi na dobre i na złe czasy. Oby tak pozostało.

Co będzie jak do klubu zawita sponsor, który będzie chciał przejąć władzę wraz z dokonywanymi inwestycjami?

MB: Jestem realistą. W kapitalizmie ten kto wykłada pieniądze musi decydować o ich wydawaniu. My nie trzymamy się stołków. Nie możemy jednak dopuścić, aby Lechię wykupił ktoś z zamiarem zmiany nazwy czy przeniesieniem druzyny do innego miasta, chociaż zdajemy sobie sprawę, że być może na pewne ustępstwa trzeba będzie pójść.

Jaki jest status prawny Mili i Piątka?

MB: Ta dwójka i pozostali juniorzy wypożyczeni do spółki są przedmiotem długiego, teoretycznie skompliowanego sporu. Przedstawiciele Lechii-Polonii dopuszczają się wielu sztuczek aby ugrać coś w tej kwestii. My czekamy spokojnie, posiadając wszelkie stosowne dokumenty świadczące o naszej racji. Tak czy inaczej. Jakikolwiek wyrok w tej sprawie wiąże się z naszymi zyskami. Albo wrócą piłkarze albo spółka będzie musiała zapłacić pieniądze na utrzymanie OSP, zgodnie z umową fuzyjną. Teczki z dokumentami są grube. Jak trzeba będzie to udowodnimy niezgodne z prawem działanie spółki. Na razie walczymy o swoje. Reszta to obowiązki prokuratury.

Czy będzie turniej halowy podczas zimy?

MB: Zagramy w kilku turniejach. Sami nie będziemy organizować takiej imprezy, ponieważ nie stać nas na koszty zaproszenia drużyn I i II ligi. Drużyny z niższych klas nie byłby za to żadną atrakcją dla gdańskich kibiców.

Główni winowajcy upadku klubu to …

MB: Ci, którzy zgodzili się na ostatnią fuzję. Ja ostrzegałem, że to ślub dwóch trupów i efektem będzie brak pieniędzy nawet na pogrzeb. Skutek jest taki, że biało-zieloni grają w najniższej klasie rozgrywkowej w historii.

A jakie błędy Pan popełnił?

MB: Nie przypominam sobie jakichś większych pomyłek. Jedynie może sprawa żółtej kartki Borkowskiego, ale to bardziej zagmatwane przepisy o tym błędzie zadecydowały. Zresztą proszę spojrzeć. Dziennikarze lubią wszelkie wpadki, a o mnie w takim kontekście się nie pisało. Ja de facto nie byłem decydentem. Ja wykonywałem polecenia prezesów. Sam wbrew zarzutom nie mogłem przykładowo sprzedać żadnego zawodnika. Taka była moja rola.

Jak ocenia Pan pracę prezesa Kurskiego?

MB: Trudno oceniać swojego szefa. Jacek Kurski przyszedł tu jako pewna osobowość. On do końca nie znał też skali problemów w klubie. Nie wyszło i tyle. Wszyscy krytykują, a nikt inny nie chce objąć po nim fotela. Hasło wyborcze może było niefortunne ale najłatwiej jest krytykować. Prawda jest taka, że nikt obecnie szefem klubu zostać nie chce.

Skąd pochodzą finanse OSP?

MB: Jedna czwarta środków pochodzi z wpłat i pomocy rodziców. To sześć razy tyle, ile daje miasto! 200 tys. zł pochodziło z transferów zawodników do innych klubów. Trochę pomógł Urząd Marszałkowski. Jakoś wiążemy koniec z końcem.

A na co te kwoty są wydawane?

MB: Wynajem boisk, opłaty sędziowskie i związkowe, zakup zdolnych juniorów, obozy – 11 grup dwa razy w roku – sprzęt. Dodatkowo koszty administarcyjne, ZUS i wiele innych drobnych wydatków.

A płace?

MB: I tu was zdziwię. Na etacie są sami trenerzy oraz tylko dwie osoby w tym ja, jako dyrektor OSP. Najwięcej zarabia, co zrozumiałe Michał Globisz. Dla jasności nawet jego pensja kształtuje się poniżej średniej krajowej. Trener, który odniósł największy sukces po Engelu w ostatnich latach w Polsce. Nic więcej nie mam do dodania. Może to, że nawet te pensje od czerwca nie są wypłacane. To i tak nie jest najgorszy okres z płacami w ostatnich latach.

Nie ma szansy na większą pomoc miasta w budżecie klubu?

MB: Szanse są zawsze. My cały czas próbujemy. Teczki z korespondencją do magistratu są najgrubsze ze wszystkich. I co z tego. Po drugiej stronie nie ma przyjaciół sportu. Nawet sportu młodzieżowego. Przykre ale prawdzie.

W takim Słupsku miasto znacznie pomogło pieniędzmi drużynie koszykówki?

MB: Sugestia nie do mojej osoby. Wiele miast pomaga. Nie tylko pieniężnie. Sposobów jest wiele ale powtórzę się, najlepszy pomysł bez szczerych chęci jest nic nie warty.

Czy M. Globisz dostanie szanse poprowadzenia seniorów?

MB: Nie ma tematu. Michał czeka na obiecaną posadę w PZPN w Warszawie. Tadeusz Małolepszy to także znakomity fachowiec, zresztą dobry kolega Michała.

Który mecz Lechii pozostał najmocniej w Pana pamięci?

MB: Ze Stilonem Gorzów. 4:4 do przerwy 0:4. Uważam, że tylko mistrz motywacji jakim jest A. Musiał był w stanie tak nastawić w przerwie zespół, aby mieć jeszcze szanse nawet na zwycięstwo – dwie sytuacje sam na sam w 90 minucie.

Co Pan sądzi o gdańskich kibicach?

MB: Każdemu klubowi życzę tak oddanych i licznych sympatyków. Nie opuszczają klubu w najtrudniejszych chwilach. Szkoda tylko, że jednostki powodują czasami złą sławę o wszystkich kibicach.

Co należy zrobić wg Pana aby znów stworzyć modę na Lechię?

MB: Sukces sportowy i współpraca z kibicami na teraz. W dużym wymiarze stabilne finanse, dobra organizacja i pomoc miasta.

Prosimy skomentować wypowiedź H. Kostki „Marek Bąk to najlepszy kierownik zespołu ligowego w Polsce!”

MB: Nie mam w zwyczaju komentowania wypowiedzi autorytetów pokroju trenera Kostki.

Dlaczego klub nie wykorzystuje potencjału w postaci byłych zawodników Lechii np. Grembockiego czy Cybulskiego?

MB: Na ich grę nas nie stać. Dwa to stawiamy na młodzież. Jesteśmy natomiast otwarci na współpracę trenerską i doradczą. Najlepszym nie zamykamy również drogi na boisko. Z tym, że oni mają rodziny i wciąż żyją z piłki. My w tej chwili płacimy jedynie znikome kwoty w formie nagród.

Dlaczego na Lechię nie przychodzą obecnie ludzie z pierwszych stron gazet?

MB: Powodów jest wiele. Widocznie mają ciekawsze zajęcia. Odstraszają ich też wydarzenia na trybunach. Szkoda, że brakuje ich w trudnych chwilach. Jak może kiedyś znów zagramy z Juventusem, to trybuna dla Vip-ów pewnie będzie pękała w szwach.

Nie pomaga też prasa?

MB: A propos mediów. Ich stosunek do klubu nie jest za przychylny. Ja mogę powiedzieć tylko jedno. Już zaczyna się pisać i mówić o nas. Oni nie mają pisać o A-klasie. Oni maja pisać i mówić o Lechii. Klubie z tradycjami, który jeszcze pięć lat temu przyciągnął ponad 20 tys. kibiców na mecz z Legią. Trochę pomocy dla nas to kiwnięcie palcem dla niejednego redaktora. My mamy kłopot, żeby przekazać prawdę o układach ze spółką, a hitem są tylko opisy wydarzeń pozaboiskowych. „Terror w Siwiałce”, czy tak mają brzmieć artykuły o Lechii?

Dziękujemy za rozmowę.

MB: Dziękuję również. Pozdrawiam kibiców i zapraszam na kolejne mecze oraz zwracam się z prośbą o kulturalny doping.

zdjęcie tytułowe: http://stoczniowiec.org.pl/

Top