Jesteś tu
Home > artykuły > Zaur Sadajew

Zaur Sadajew

Zaur Sadajew

Zaur Sadajew miał dołączyć do Lechii, gdy ta była na zgrupowaniu w Turcji tuż po zmianach właścicielskich zimą 2013/14 roku. Miał, ale…spóźnił się do polskiej ambasady w Moskwie. Miał tylko przyjść i dostać wizę, ustawiony gość już na niego czekał, ale jak to mawia młodzież obecnie: miał wyjebane. Zaspał, przez co jego przyjazd się opóźnił.

To trzeba przyznać nowym właścicielom, że za ich kadencji zaczęli przychodzić do Lechii zawodnicy o niespotykanej wcześniej jakości, jakim kosztem to już temat na inną opowieść. Za przyjazdem Zaura Sadajewa, tak i Macieja Makuszewskiego z którym grał wcześniej w Tereku Grozny, stał Mariusz Piekarski,

Wreszcie, gdy Zaur Sadajew dotarł do Gdańska Michał Probierz wprowadzał go powoli, lecz gdy tylko Czeczen wychodził na boisko widać było, że coś w sobie ma. To coś to rzadkie w Ekstraklasie połączenie dobrych warunków fizycznych z nienaganną techniką. I jeszcze coś: jakąś taką trudną do okiełznania dzikość, która dała się we znaki w pierwszym meczu nowego trenera, którym został Holender Ricardo Moniz. W 52. minucie meczu z Piastem Gliwice na samym środku boiska wyprostowaną nogą zmasakrował pomocnika gości, o dwie głowy niższego Victora Nikiemę. Zaur wariował, gdy ktoś zabrał mu piłkę. O dziwo, po czerwonej kartce dla Czeczena drużyna zamiast się okopać zaatakowała i gładko wygrała 3:1.

Dzięki zbiegowi korzystnych okoliczności, lechistom udało się zakwalifikować do grupy mistrzowskiej, celem był atak z ósmego miejsca na puchary. Przed rudną finałową Moniz dał drużynie taki wycisk, że niektórych (bez ksyw) przechodziły na przemian fale ciepła i zimna. Zaurowi w to graj, lubił ciężko tyrać, być może ze względu na słuszną dietę – ktoś go kiedyś widział na Przymorzu jak wychodził z marketu z koszykiem wypełnionym słuszną ilością bochenków chleba. W finałowej rundzie Sadajew nie zagrał tylko raz z Zawiszą w Bydgoszczy (remis 0:0), poza tym wszystko od deski do deski.

Najlepszy występ w ocenie trenera i nie tylko to 2:1 z Lechem, w którym Sadajew dwa razy trafił do siatki i zdemolował defensywę rywala. Tu cała pierwsza połowa tego doskonałego meczu:

To był najlepszy okres Zaura w Gdańsku, rozluźnił się trochę. Wcześniej nie był przyzwyczajony do zainteresowania mediów, nie chciał rozmawiać z mediami, może się bał że będą go pytać o Czeczenię? „Maki” tłumaczył, że w Rosji wywiadów udzielają tylko największe gwiazdy, więc może to? Aż wreszcie zadzwonił do Zaura dziennikarz z „Superexpressu”, który mówił po rosyjsku, gadał z nim tak długo chodząc dookoła boiska, aż mu się rozładowała bateria.

Sezon 2013/14 Lechia zakończyła na czwartym miejscu, drugim najlepszym w historii klubu, co przyjęte zostało z euforią przez wszystkich oprócz Ricardo Moniza, który widząc co się święci pod przykrywką chorej matki (nie córki, czas Gangu Świeżaków miał dopiero nadejść) odszedł do TSV 1860 Monachium. By Zaurowi było lepiej sprowadzono mu towarzystwo w postaci Adłana Kacajewa. Ten miał niby być kozakiem, ale chyba nie dońskim ani krymskim, bo ani razu nie zasiadł nawet na ekstraklasowej ławce.

Oprócz kolegi z Czeczenii przyszło koło 20 piłkarzy i nowy trener Quim Machado, który miał skrajnie inne podejście do treningu niż Moniz.

Zresztą na treningach Sadajew prezentował się lepiej niż w meczach.
Opowiadał nam kiedyś Marcin Pietrowski: – Zaur Sadajew był najlepszym piłkarzem, z tych którzy wtedy przyszli. Miał wielką charyzmę, charakter dziwny, bardzo uparty. Bardzo dobry piłkarz, dziwię się, że nie zrobił większej kariery.
Pamiętam sytuacje na treningu, była gierka, wychodzimy do pressingu, jestem z Zaurem w zespole. Podchodzę do jakiegoś kolegi, a ten zgrywa do zawodnika, przy którym jest Zaur, krzyczę do niego „presuj, presuj, dawaj wyżej podchodź”, a on „nie, nie, nie, ja nie – ty robotnik”.

Holender Moniz piłkarzy katował, a Portugalczyk Machado przeciwnie: godzina gierki i do domu. Dla Sadajewa było to bez znaczenia, bo i tak był najlepszy, ale drużyna mocna personalnie na boisku wyglądała tragicznie. Na pierwszy mecz Lechia nowego sezonu 2014/15 pojechała do Jagiellonii Białystok. Gospodarze bali się pogromu, tymczasem prowadzili 2:0 po pół godzinie po dublecie niechcianego w Lechii Patryka Tuszyńskiego, Potem nastąpiła tradycyjna akcja o kryptonimie WR czyli Wiśnia Ratuj. Piotrek tuż przed przerwą pozwolił Lechii na złapanie kontaktu, a w drugiej połowie Zaur nabijając Marka Wasiluka doprowadził do remisu 2:2. Po tym spotkaniu portugalski stoper Tiago Valente przepychany straszliwie przez „Tuszka” stwierdził, że może jednak wybierze się na siłownię. Miło z jego strony.

POZNAŃ

Potem jakoś żarło, aż 10 sierpnia 2014 nadszedł mecz czwartej kolejki z Lechem Poznań, na który przybyło ponad 25 tysięcy widzów (wtedy druga frekwencja w historii PGE Areny) i który zakończył karierę Sadajewa w Lechii. Pogoda była dość plażowa, dlatego mecz toczył się w niemrawym tempie. Lechia była na prowadzeniu po karnym Stojana Vranjesa, aż w 45 minucie sprowokowany przez mistrza takich akcji Łukasza Trałkę, Zaurowi włączył się tryb wojenny i poznaniaka podeptał. Sadajew schodząc z boiska odepchnął jeszcze operatora Canal Plus, dobrze że nikogo nie zabił, a mógł. Często za to mówił po rosyjsku o sobie w trzeciej osobie: Zaur zabił goła. Czyli po naszemu strzelił gola.

https://ekstraklasa.tv/bramki/lechia-lech-10-czerwona-kartka-sadajewa/mqq0g

Lechia przegrała mecz 1:2 po dwóch identycznych golach Łukasza Teodorczyka, który przeskoczył nieruchawego Valente, a drużyna mimo że podzielona była zgodna w jednym – miała Czeczena dość.

W 15 meczach, jakie rozegrał na boiskach ekstraklasy w biało-zielonych barwach, Sadajew otrzymał osiem żółtych i dwie czerwone kartki.
– Zaur musi wyciągnąć wnioski ze swojego zachowania, bo tylko osłabia drużynę – mówił na łamach „Faktu” Maciej Makuszewski.
– Nie wiem, czy ktoś jest w stanie dotrzeć do Zaura, ale w końcu trzeba to zrobić – wtórował dodał Ariel Borysiuk.

Nie widząc możliwości dalszej współpracy, Zaur bez żalu został wypożyczony do…Lecha Poznań. Prześmiewcza wersja głosi, że pierwsze wstępne negocjacje między zainteresowanymi odbyły się jeszcze w przerwie meczu, gdy Sadajew był pod prysznicem. Z Lecha, po klęsce z islandzkim Stjarnan odchodził właśnie trener Mariusz Rumak, mecz w Gdańsku był przedostatnim w poznańskich barwach dla Teodorczyka, na ich miejsce przyszli Maciej Skorża i właśnie Sadajew, który jeszcze zdążył zagrać dla rezerw Lechii w Drawsku Pomorskim. Nie wiemy co dokładnie działo się w stolicy Wielkopolski, nie wiemy jak Zaur dogadał się z Trałką, ale wygląda na to, że Skorża dotarł do czeczeńskiej głowy Sadajewa, który zdobył 9 goli ligowych i bardzo pomógł „Kolejorzowi” zasiąść na mistrzowskim tronie. Decydującym momentem był chyba mecz w Gdańsku 24 maja 2015r. gdy goście wygrali 2:1, a przy pierwszej bramce Sadajew asystował Hämäläinenowi. Można gdybać co by było gdyby nasz klub go nie oddał, gdyby kto inny był trenerem, może to Lechia cieszyłaby się na koniec nie z mistrzostwa, a chociaż z pucharów? Zaur miło nam było cię poznać, szkoda że tak wyszło. A dziś świętuj – 100 lat! сто лет!

Ps. Tylko nie zabij nikogo przy okazji, chyba że goła…

Podobne artykuły
Top