Jesteś tu
Home > artykuły > Bogusław Kaczmarek. Opowieści Boba cz. 2

Bogusław Kaczmarek. Opowieści Boba cz. 2

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przedstawiamy drugą część wspomnie Bogusława Kaczmarka, byłego piłkarza i trenera Lechii Gdańsk.

DO ARKI PRZEZ SZWECJĘ
To były zupełnie inne czasy niż dziś. Na Smoluchowskiego była taka budka z piwem, taka babcia tytularna tam sprzedawała, chodziliśmy tam, kto nie chciał pić piwa to pił lemoniadę. A kapsli to tam chyba było z metr wbitych w ziemię. Spędzaliśmy tam integracyjnie czas. Dwa piwa i na tramwaj. Jeden jechał w kierunku Brzeźna, drugi na Przeróbkę. Samochodu nikt nie miał. Jedynie Kasalik i Dziadek, ale oni od lat grali w ŁKS i Odrze Opole i mieli inny status finansowy.

Przejście do Arki, jak to się odbyło?

Latem byliśmy na turnieju w Hudiksvall tam grały dobre szwedzkie drużyny, grał mistrz Norwegii, wygraliśmy ten turniej, w finale pokonaliśmy wicemistrza Norwegii 3:1 Bodø/Glimt.

Kontakt był typowo budowlany, ci Szwedzi zaproponowali że nas (Zdzicha, Tomka Korynta i mnie) w ramach współpracy budowlanej, wyczarterują do Szwecji. Przyszedł do Lechii trener śp. Józef Walczak i część zarządu dała zgodę na wyjazd naszej trójki za morze. Spotkałem się dwoma ludźmi i mówią, że jutro promem wypływam do Szwecji, powiedzieli ile mam tych koron zarabiać, nie powiem, ile to było razy więcej niż miałem tu w Polsce. Mieliśmy być wypożyczeni w ramach resortu budowlanego, przynajmniej dwójka z nas trzech miała dostać zgodę.

Pierwszemu dali zgodę mnie, ale cześć zarządu dała mi zgodę, jedynie część! O tym nie wiedział trener Walczak. Poszedłem po paszport na komisariat milicji na Piwną, naczelnik wydziału paszportu założył łańcuch i przeczytał, że jestem własnością publiczną, bo ta cześć zarządu, która nie dała zgody na wyjazd nakapowała na mnie i zabrali mi paszport do depozytu.  A Józek Walczak mnie zawiesił. Przestał mnie traktować jako piłkarza swojej drużyny.

Miałem dwie możliwości, wrócić do Łodzi do Widzewa lub ŁKS, jak mnie trener nie widział, a część zarządu mnie zawiesiła, to nie miałem wyjścia. Cała trójka nasza dostała propozycję przejścia do Arki, ja pojechałem do Łodzi, bo stamtąd przecież pochodziła moja rodzina. Zorientowałem się jakie możliwości miałem grając w Widzewie, wtedy początkowo wchodziłbym na zmiany, bo to już była mocno drużyna.

W Arce był natomiast trener Pekowski, były szkoleniowiec Stoczniowca, który widziałem, że bardzo mnie chce, pasowaliśmy mu do drużyny.

150945-Pilkarze-Arki-Gdynia-ze-zdobytym-w-1979-roku-Pucharem-Polski

Czyli na pewno nie było tak, że ja zdradziłem Lechię, tylko trener Walczak, czuł się oszukany, nie przeze mnie. Koniec końców z mojego wyjazdu do Szwecji nic nie wyszło. Znalazłem się w Arce. Też nie grałem od początku, były różne ruchy, ewidentnie robiono mi przeszkody. Debiutowałem z ŁKS, wygraliśmy w siódmej kolejce 1:0 na Arce.

Była rywalizacja miedzy klubami, ale między zawodnikami było ok. Jedni i drudzy zmieniali kluby, z Lechii do Arki, z Arki do Lechii. Były emocje podczas meczów derbowych. Tu na Lechii wzięli śledzia na szubienicy kibice, ci z Arki wymalowali prosiaka, taki folklor kibicowski, już wtedy to było.

Jeżeli ktoś mówi że ze szkodą dla Lechii będzie jak awansuje Arka to ja jestem przekonany, że ci ludzie są w błędzie, bo na ta chwilę jeżeli popatrzymy na poziom tych drużyn to Lechia już ma sześć punktów, taka jest różnica. Derby i rywalizacja lokalna wyzwala dodatkowe emocje, ale podnosi też poziom. Ja nie mam nic przeciwko temu, aby dwie drużyny grały w ekstraklasy, a dwie poziom niżej, a w Elblągu mocna była II liga, w Tczewie III. Ci piłkarze nie wyjeżdżali w Polskę, choć zdarzały się transfery do innych klubów jak Szarmach, Kwaśniewicz, Erlich, Tandecki Tłokiński, Słabik.

CAŁA SALA WITA „ŁAZARA”

Po odejściu Jastrzębowskiego  w 1984 roku trenerem został Globisz, potem przyszedł Łazarek w połowie sezonu. Pamiętam jak Prezes Januszewski na spotkaniu z kibicami w hali przy Traugutta przyprowadził Łazarka i tego swojego psa. Mówi do kibiców, a była pełna hala, „chcieliście go to go macie”, kibice zaczęli śpiewać, dwa razy mistrza i dwa razy puchar zdobył przecież. To był ktoś!

Znaliśmy się z Łazarkiem bardzo dobrze. On wiedział jakie mam predyspozycje do zawodu, powiedział czego ode mnie oczekuje, bardzo dużo wykorzystał mnie w treningu indywidulanym. Byłem w pełnej gotowości, niedawno przecież wróciłem z ligi Indoor Soccer z USA.

Żona moja i syn nie dostali paszportu i nie mogli do mnie do Ameryki przylecieć. Przyjechałem na komunię świętą Marcina, a ludzie pukali się w głowę. Przyjechałem tu przez Helsinki, promem wracałem, na pokładzie byłem ja, trzech ubeków i trzech pijanych kierowców z darami dla Polski.
I mówią, że ja kierunki pomyliłem. Nie w tę stronę jadę! To była wiosna 1983 roku, stan wojenny! Zacząłem pracę w Lechii 32 lata temu w grudniu 1984. I w Lechii skończyłem.

Łazarek sprowadził swoich piłkarzy na Traugutta, ci którzy zrobili Puchar Polski i awanse byli już za słabi.

Największym wygranym tej wymiany kadr był Jacek Grembocki. To był zawodnik, który u Jastrzębowskiego raz grał, raz nie grał. Taki łamany skrzydłowy. Pamiętam obóz na Węgrzech, graliśmy z drużyną Ferencvarosu, tam grał Kalman Kovacs (później kopał z sukcesami w Auxerre). Mieliśmy problem z prawą obroną, bo Marchel uciekł do wojska do Olimpii Poznań. Próbowaliśmy Marka Kowalczyka, Leszka Kulwickiego było szkoda na tę pozycję. Przed Ferencvarosem siedzieliśmy wieczorem i zrodził się pomysł, aby „Grembosia” przesunąć na prawą obronę. I on wyszedł na tego Kovacsa, podobne warunki, miał ułatwione zadanie bo graliśmy na szutrowo-trocinowym boisku, ono nie przemarzało, dzięki temu piłka chodziła trochę wolniej. Jak ten Kovasc go obrobił go jakoś to Jacek go jeszcze gdzieś tam nękał i Kulwicki go asekurował, który był bardzo inteligentnym zawodnikiem.

lechia_1985

Nie wiem na jakiej zasadzie to się odbyło, że Jurek Kruszczyński poszedł do Lecha. Miał chyba ze trzy oferty, a przyszedł tutaj Szewczyk, Oblewski, młody Łazarek i Jacek Bąk. Na pewno ilościowo to było korzystne, ale „Kruchy” to był typowy snajper, lis pola karnego.

LEPSZY PIJANY NIŻ MY TRZEŹWI!

Mirek Pękala to był profesor futbolu, ale co z tego jak był chorym człowiekiem.
W większości lokali w Trójmieście bramkarzami byli moi koledzy: albo rugbiści, albo koledzy ze studiów, hokeiści jak Sylwek Bagiński. Na pamięć znałem te Atrium, te Piekiełka, telefon miałem w sypialni jeden, drugi w holu, o 3 w nocy telefon z Atrium: przyjeżdżaj, bo wyciągnęliśmy z krzaków Bąka, Pękalę i Przygodzkiego. Przyjeżdżaj szybko!!!

Taki Pękala gdyby się przypilnował to byłby po Zdzichu Puszkarzu drugi najlepszy piłkarz w historii Lechii.

Pękala przyszedł do nas w ramach resocjalizacji. Potracił kobietę na przejściu. Trenerzy Apostel i Łazarek byli zaprzyjaźnieni, trzeba było wyrwać go z wrocławskiego środowiska. Zaproponowano przyjście do Lechii. I dopóki się wojskowy wyrok nie uprawomocnił to z nim było fajnie. Graliśmy ze Sparta Praga, która była wtedy mocnym zespołem, u siebie wygraliśmy 3:2,  tam zremisowaliśmy 0:0, dobrze pograliśmy w Pucharze Intertoto jeszcze z FC Zurich i Lyngby.

Pękala był w Warszawie, naczelna prokuratura wojskowa utrzymała wyrok, dostał grzywnę, zabrali mu prawo jazdy i kazali płacić jakieś odszkodowanie.

Ale czasami to był kochany człowiek. Jak nie pił to był wzór, w treningu, na meczu. Gdy kolejny raz chcieliśmy go wyrzucać, to przyszła rada drużyny, i mówią:

– On nawet jak popije to jest lepszy niż my trzeźwi!

Trudno jednak było takie rzeczy akceptować. Wojtek Łazarek powołał go do reprezentacji na mecz z Finlandią do Rybnika. Pułkownik Oficjalski mówi do mnie:

– Niech pan z nim jedzie osobiście i go przywiezie bo za trzy dni mamy mecz ligowy!

Pękala dobrze wypadł, wygraliśmy 4:1,  wracamy z tego meczu, razem z Łazarkiem i jeszcze kimś, nie było wtedy sypialnych, to był rok 1987. I w „jedynce” kierownik pociągu zrobił nam sypialny, Pękala obok, gdzieś około północy minęliśmy Częstochowę i położyliśmy się spać. Przed Tczewem się budzę idę do tego kierownika pociągu, a ten kierownik dętka, leży nietomny!

Miał na końcu wagonu taki kantorek, patrzę woda mineralna  „Gdańszczanka”, petów popielniczka cała, dwie butelki, stukam do Pękali, techniczny nokaut. Gdybyście widzieli, jak ja go w Sopocie prowadziłem. 6 rano, ludzie do pracy, a on mieszkał na 23 marca, wynajmowaliśmy mu tam mieszkanie.

CDN

Podobne artykuły
Top