Jesteś tu
Home > artykuły > 28 listopada: Trzecioligowa Lechia bije lidera ekstraklasy! “Bolo” Błaszczyk bohaterem!

28 listopada: Trzecioligowa Lechia bije lidera ekstraklasy! “Bolo” Błaszczyk bohaterem!

lechia_1982

Ach co to był za mecz! Kto był został na Lechii na zawsze, kto nie – pewnie do dziś żałuje. Ale po kolei. To była ⅛ finału Pucharu Polski. W zakończonych właśnie rozgrywkach rundy jesiennej Lechia była liderem, trzeciej ligi, ale zawsze. Za to Śląsk Wrocław liderował ekstraklasie, która na arenie międzynarodowej znaczyło nieco więcej niż dziś.

Jako dowód poniższa tabela, zaczerpnięta z zaprzyjaźnionej strony Historiawisly.pl. Dziękujemy!

412px-Tempo_1982-11-22c

Mimo trzecioligowego statusu Lechii, Ślązacy potraktowali ten mecz bardzo poważnie. Spotkanie rozegrano w niedzielę, a goście przybyli  nad morze już w czwartek.

Gdańska publika, była spragniona emocji, bowiem rozgrywki na trzecim froncie zakończono już cztery tygodnie wcześniej. Na pożegnanie piłkarskiej jesieni wizyta lidera ekstraklasy przyciągnęła na stadion we Wrzeszczu rekordową liczbę widzów, aż 12 tysięcy.

Początek spotkania nie zapowiadał sensacji, bardziej doświadczeni goście wzięli w sprawy w swoje ręce, ale już pod koniec pierwszej części spotkania gospodarze otrząsnęli się z letargu i w niczym nie ustępowali Śląskowi. Odmłodzona, trzecioligowa drużyna jak równy z równym grała z ówczesnym liderem ekstraklasy, cios za cios, bramkarze obu drużyn musieli się uwijać jak w ukropie. Nikt się nie oszczędzał, być może trochę Janusz Sybis, który po tym meczu wyjeżdżał do USA i bał się odnieść kontuzji.

Wreszcie dogrywka. Na początku znów przewaga WKS. Zmęczenie biało-zielonej młodzieży? Nic podobnego! Pod koniec pierwszej części dodatkowego czasu gry, Ryszard Polak z łatwością ogrywa reprezentacyjnego stopera Pawła Króla, dośrodkowuje, a Bolesław Błaszczyk umieszcza z łatwością piłkę w siatce, podkreślając swój świetny mecz.

Wyróżniający się blond czupryną „Bolo” to w ogóle ciekawa i nieco zapomniana postać. Mecz ze Śląskiem był jego ostatnim w biało-zielonych barwach. Chcąc utrzymać miejsce w młodzieżowej reprezentacji Polski, przeszedł do grającego wówczas w ekstraklasie, Bałtyku Gdynia, gdzie spotkał m.in. legendę Lechii, Zdzisława Puszkarza. Tym samym, Błaszczyk nie zagrał w barwach Lechii w meczach decydujących o zdobyciu Pucharu Polski. Nie wystąpił w dwumeczu z Juventusem i nie wywalczył z Biało-Zielonymi awansu do II ligi, a wiosną 1984r. do ekstraklasy. Jednak z reprezentacją, w której grał w podstawowym składzie, zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata U-20 w Meksyku. W przerwie zimowej sezonu 1984/85 w ramach odrabiania służby wojskowej trafił do Śląska Wrocław. Mimo dobrej gry w rezerwach, nie dostał niestety szansy na debiut w pierwszej jedenastce i wrócił do Bałtyku. Co ciekawe w połowie lat 90. ubiegłego wieku, biało-zieloną koszulkę przywdziewał młodszy brat Bolesława, Mieszko.  

“Bolo” na pożegnanie zagrał swój najlepszy chyba mecz w Lechii, w tym samym meczu z seniorską piłką witał się Dariusz Wójtowicz.

“Pierwszy raz na ławce rezerwowych znalazłem się w meczu PP z Widzewem. Pierwszy raz na boisku pojawiłem się dając zmianę w meczu ze Śląskiem. Pamiętam, że naprzeciw siebie miałem Mirka Pękalę, który nie bardzo umiał sobie ze mną poradzić, aż wreszcie zaczął posuwać się do nieczystych zagrań, tu mnie uderzył łokciem, tu kopnął…Pamiętam, że któryś z obrońców Śląska (Paweł Król?) krzyczał do swych kolegów z ataku – no skończcie to wreszcie! Nie skończyli, za to my skończyliśmy ich.”

Wracając na stadion przy ulicy Traugutta 29… Tam nadal działy się rzeczy niezwykłe. Paweł Król popełnił kolejny błąd, kierując do własnej siatki dośrodkowanie Zbigniewa Kowalskiego. Tuż przed końcem spotkania obrońcom „Wojskowych” urywa się Błaszczyk, jest faulowany w polu karnym. Z jedenastu metrów piłkę pewnie do siatki kieruje Andrzej Salach i sensacja staje się faktem!

Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:0 (0:0, 0:0)
Bramki
: Bolesław Błaszczyk (100), Paweł Król (107 samobójcza), Andrzej Salach (118 karny)
Sędzia: Kazimierz Mikołajewski (Płock)
Żółte kartki: Kowalczyk (Lechia), Sybis (Śląsk)
Lechia: Fajfer – Marchel, Kulwicki, Salach, Omeljaniuk, (46’Wójtowicz), Kowalski (114’Józefowicz), Grembocki, A.Wydrowski, Kowalczyk, Polak, Błaszczyk;
Śląsk: Kostrzewa – Nocko, Majewski, Król, Kopycki, Faber, Kowalczyk (67’ Benke), Pękala, Prusik, Socha (62’ Ptak), Sybis.

Co było dalej? Na wiosnę biało-zielone losy potoczyły się jak w najpiękniejszym śnie. Lechia w cuglach wygrała rozgrywki trzecioligowe, a w Pucharze Polski szła jak burza. Najpierw w ćwierćfinale z kwitkiem odprawione zostało Zagłębie Sosnowiec, 1:0 w Starogardzie Gdańskim. Dlaczego tam, a nie w Gdańsku? Otóż podczas ligowego spotkania z Polonią Bydgoszcz krewki kibic znokautował sędziego i decyzją PZPN, lechiści zostali ukarani karą rozegrania czterech meczów w odległości 50 km od Gdańska. Padło na zaprzyjaźniony Starogard.

Potem w półfinale, na pełnym wrzeszczańskim stadionie, w strugach ulewnego deszczu, po serii rzutów karnych lechiści byli lepsi od Ruchu Chorzów. Wreszcie pamiętny finał w Piotrkowie Trybunalskim, 2:1 z drugoligowym Piastem Gliwice i historyczny triumf Lechii Gdańsk!

Fot: zbiory prywatne Bolesława Błaszczyka

Podobne artykuły
Top